Parafia
Belchatow169 Spotkania w salce przy Kościele NMP Matki Kościoła w drugi i czwarty poniedziałek miesiąca o godz. 19.00. Przed spotkaniami o godz. 18.00 Msza św. w kościele.
Opiekunem duchowym wspólnoty jest ks. Stanisław Jaskuła.
Parafia NMP Matki Kościoła >>>
Archidiecezja Łódzka >>>

Miesięczne archiwum: Październik 2017

Kolejne spotkanie za nami -tym razem mieliśmy gościa z sąsiedniego  ogniska Roberta, który przyglądał się naszemu spotkaniu i jednocześnie  „czuwa” nad naszym ogniskiem.    Był to czas dla grupy wsparcia  a swoimi przeżyciami dzieliło sie  13 osób. Mamy dużo emocji i problemów, jesteśmy sobie potrzebni – to słychać na każdym spotkaniu. Wysłuchaliśmy również homilii ks Remigiusza Ręcława na temat poddania się w  małżeństwie. Usłyszeliśmy, że  poddanie powinno byś dla nas chlubą a my sie tego wstydzimy. Z naszej  dyskusji wynika, że nasze relacje często przypominają „pole bitwy” i „przeciąganie liny” niż wzajemne poddanie w miłości. Jest zatem o co prosić i nad czym pracować.

Już teraz zapraszam na kolejne spotkanie, które bedzie 23 października.

Przypominam o dzisiejszym spotkaniu: kościół Matki Kościoła osiedle Dolnośląskie, rozpoczynamy mszą sw o 18 albo jeszcze lepiej nabożęństwem różańcowym, a potem spotkanie w salce obok Kościoła.

poniżej przesyłam list o. Macieja Konenca – opiekuna duchowego naszego Ogniska we Wrocławiu.

Ojciec Maciej wysłał list do Sycharków ze swojego Ogniska, ale myślę, że warto by każdy się z nim  zapoznał iskorzystał z wartościowych treści w nim zawartych. 🙂

Witajcie Kochani Sycharowicze.

Witam ciepło w nowym roku formacyjnym 2017/18. Tak chciałbym bardzo, aby te nasze spotkania, w drugą sobotę miesiąca, były właśnie „formacyjne”,
abyście się formowali w naszej wspólnocie. Zresztą pomyślcie sami: nie
bardzo byłoby właściwe, abyście przychodzili w soboty na spotkania i
czekali, co będzie podane „jak na tacy”, a Wy stalibyście się, tylko
„zjadaczami” tego, co podane. Czy nie byłoby to z Waszej strony
egoistyczne? Przyjść i „zjeść” to co zostało podane, czy to na Mszy
św. przez Pana Jezusa, czy przez kazanie, czy na spotkaniu? – i wrócić do
domu w oczekiwaniu na nowy miesiąc i nowe spotkanie? Zapytam: a co przez cały tydzień, a co przez miesiąc? Wydaje się Wam, że będzie jakikolwiek wzrost Waszego ducha przez miesiąc, jak nic nie będziecie robić? i czekać tylko na spotkanie w kolejnym miesiącu? Wydaje się Wam, że to dobry sposób na swoje życie? Czy też na swoje nawrócenie? Na swój wzrost? Czy też na podjęcie próby scalenia swojego małżeństwa, rodziny?

Jak odpowiadacie że „nie”, to zgadzam się z każdą i każdym z Was, że
to nie jest droga, i że tak podchodząc do siebie, nic z tego nie będzie!
Stąd moje pisanie do Was, aby zaproponować „coś”, co może stać się
przyczyną do polepszenia swojego życia a i w przyszłości może i życia
innych, którzy Was otaczają, czy to Dzieci czy Współmałżonka, czy Bliskich
Wam osób.

Naturalną sprawą jest, że zawsze zaczynamy do samych siebie, a nie od kogoś
innego. Przekonany jestem, że błędne jest podejście, kiedy przychodząc do
Sycharu modlimy się o nawrócenie współmałżonka i na tym skupiamy całą
energię.  Być może i ktoś z Was o tym słyszał, że tak jest „zalecane”
w Sycharze, aby modlić się za współmałżonka, aby wrócił…, aby
wróciło małżeństwo… Nic bardziej błędnego! Szok, zdziwienie i
niedowierzanie?! – prawda? Ale… zapytajmy? Do czego ma wrócić albo do
kogo? Obecność na spotkaniach Sycharu świadczy o tym, że „coś” się
posypało w małżeństwie, no to powrót małżonka ma być do czego, do tego
co się posypało? Do czego ma wrócić? Do kogo ma wrócić? – do swojej
drugiej połowy takiej samej jak była? W ten sposób wszystko wraca do punktu
wyjścia, a może i do czegoś jeszcze gorszego, bo takie sytuacje już
przerabialiśmy i nic nie wyszło z tego dobrego. Stąd ta droga jest ślepa, bo
nie ma żadnej zmiany.

Uwaga pobożni dewoci! A i modlitwa jest nieskuteczna w takiej sytuacji, bo nie można przykrywać wszystkiego naiwną, pobożnością, czy też ilością
modlitw (pożal się Boże!), a nic nie robieniem ze swoim życiem. O zgrozo!
Widać, że i kolejna „pompejanka” nie działa, bo nie ma z naszej strony,
ani zaangażowania, ani współpracy, ani nawrócenia.

Po tym nieco przydługim wstępie, ale naświetlającym sprawę przejdę do
konkretu i sposobów działania.

1.  Otóż: aby coś począć ze swoim życiem trzeba siebie samego
zdiagnozować, tzn. zobaczyć sytuację w jakiej jestem i ponazywać to, co
jest, odnaleźć przyczynę sytuacji w jakiej się znajduję. To pierwszy etap
swojej terapi. Widzieć problem jaki jest. Pan Jezus przecież tyle razy i na
różne sposoby mówił o sobie, że jest „Światłością Świata” (J 8,12), właśnie w Jego Świetle mamy zobaczyć siebie, widzieć swoją sytuację. Jeżeli sami nie poradzimy sobie z tym, to potrzebne jest nam„lustro”, czyli druga osoba, ktoś nam życzliwy z kim możemy porozmawiać,aby ukazał nam, uzmysłowił, gdzie i w czym jest problem, trudność zagubienie… nasza wina. Uwaga! Napisałem lustro, a nie „krzywe zwierciadło”.
Nasz egoizm świetnie sobie radzi z tym, aby siebie wybielić, aby winę
widzieć po drugiej stronie, a nie u siebie, w wybielaniu siebie jesteśmy
specjalistami, o czym pewnie nie muszę nikogo z Was przekonywać. Nasze
„ja” ma szereg sposobów, aby tylko nie zrobić sobie żadnej szkody i
byśmy zawsze byli kryształowi.

2.  Po tym jak zobaczymy, że wina jest po mojej stronie, to czynimy drugi krok
osądzić, czyli chodzi o to, aby podobnie jak w przypowieści o bogatym
młodzieńcu z Ewangelii – pozwolić Jezusowi, aby spojrzał na mnie „z
miłością” (Mk 10,17-22). Zobaczyć swoją sytuację oczyma Jezusa. Jeżeli
wydarzenie, problem, sytuacja naszego życia jest znakiem – to kluczem do
odczytania tego znaku jest Słowo Boże. Pozwalamy, aby w świetle Słowa
Bożego, nauki kościoła, Słów Jezusa – Ewangelii, odczytać swoje życie.
Wiara powinna przemieniać nasze myślenie i życie. „Nie dał nam Bóg ducha
bojaźni, ale miłości i mocy i trzeźwego myślenia” (2 Tm 1,7) pisze św.
Paweł. Stąd właśnie nasze trzeźwe myślenie ma sprawić, że zobaczymy
siebie samych, i nasze życie, i naszą sytuację, w świetle Słowa Bożego i
nauki Jezusa.

3.  Teraz dopiero następuje trzeci etap a mianowicie działanie, konkretne
działanie, które jak zaznaczyłem wcześniej jest poprzedzone i „widzeniem”       i „osądzeniem”. Natomiast dość często dzieje się tak,że bez jakiejkolwiek refleksji, od razu (jak tylko jest „coś nie tak”)podejmujemy działania, głównie modlitwę, i nie rzadko jest ona bezowocna(wspieram się tutaj Waszym doświadczeniem pisząc, że bezowocna!; a także Jb4,1-4).
Działanie ma polegać na tym, by w świetle oceny zgodnej z Ewangelią i
nauką Kościoła przemieniać siebie samych (Rz 12,2). Zawsze zaczynamy od
siebie, a nie od nawracania małżonka. Tymczasem jakże często cała siła
modlitwy skierowana jest na innych, na drugich, a nie na siebie. Postawmy sobie pytanie: co ja konkretnie mogę zrobić? Ja, konkretnie, w mojej sytuacji. Jaką formę działania podjąć? Czy sama modlitwa jest wystarczająca? Wiecie sami, że nie wystarczająca. Trzeba natrudzić się, by nalać wody do stągwi, aby
było z czego uczynić wino (por. J 2,1-12). Stąd poprzednie dwa punkty, aby
podjąć konkretne działania związane ze swoim życiem, a nie tylko uciekać
się do modlitwy, czy „modlitewek”.
Uwaga! – aby nie popaść w czystą dewocję! (broń nas Panie Boże!), a
niestety i to jest praktykowane. Są osoby (niestety) co myślą, że samymi
„modlitewkami”, czy zwiększeniem ich ilości coś zwojują, jak pokazuje
doświadczenie, niestety nie i na całe szczęście że nie, bo tam nie ma nas,
nie ma naszego życia, nie ma działania; jest tylko, „zaklinanie
rzeczywistości” czy uprawianie magicznych słów.

* * * * * * * * * * * *

Jak pisałem na wstępie, co robimy przez cały miesiąc, od spotkania do
spotkania? Wracam do formacji! Jak korzystamy z tego, co już jest, co mamy w
naszych zasobach sycharowskich. Przyglądając się naszej stronie internetowej,
czy to wrocławskiej, czy jeszcze bardziej ogólnopolskiej, jest tam wiele
artykułów: czy to pisanych, czy do słuchania, nawet do słuchania i
oglądania, aby z tymi treściami się zaznajomić ku wzrostowi naszego ducha i
dbania o swój rozwój.
Popatrzcie na inne strony internetowe oczywiście katolickie, korzystajmy z
tego, co tam jest, niech treści jakie są zamieszczane na stronach
sycharowskich niech w nas pracują z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień,
przez cały miesiąc. To jest permanentna formacja i o to właśnie by mi
chodziło.
Proszę o „echo” tego listu.

Opiekun Ogniska Wrocławskiego

o. Maciej Konenc SJ

Nasze kolejne spotkanie  obejmowało kolejny rozdział książki „Granice w relacjach małżeńskich” ; omawialiśmy ” prawo odpowiedzialności ” zastanawialiśmy sie nad  jak ono „działało” w naszym małżeństwi.            Prawo to głosi, że jesteśmy odpowiedzialni przed sobą i za siebie , ale nie zamiast siebie. Małżonkowie mają się wspierać wzajemnie, kiedy jeden z nich  przytłoczony jest trudnościami czy cierpieniem, lecz ostatecznie każdy z nich musi wykonywać swoje obowiązki.

Jeśli to prawo nie jest przestrzegane powstają dwie ekstremalne sytuacje; z jednej strony mąż może zapomnieć o obowiązku kochania żony /może stać się samolubny, nieczuły, nie zwraca uwagi na wpływ , jaki jego zachowanie ma na partnerkę/ – z drugiej strony, mąż może wziąć na swoje barki obowiązki, które należą do żony, nie powinien jednak czuć się odpowiedzialny za  jej uczucia. Prawo odpowiedzialności oznacza odmowę ratowania partnera przed konsekwencjami jego grzesznych lub niedojrzałych działań.

Nasze  ostatnie spotkanie obejmowało 13 osób , w tym kolejne małżeństwo szukające  wyjścia ze swojej kryzysowej sytuacji.